Pierwsze koty za
płoty, czyli mój debiut w handmade scrapbookingu i oficjalna prezentacja
kartek. Powstały one raczej z potrzeby niż rzeczywistej pasji. Przyznaję, że
wolę digital scrapbooking, bo daje mi możliwość rozwinięcia prawie bez
ograniczeń skrzydeł fantazji, tym niemniej jednak handmade scrapbooking
wciągnął mnie!
Przeglądając szufladę moich wspomnień znalazłam w pamięci laurki
i kartki wykonywane przeróżnymi technikami, którymi lubiłam umilać święta moich
najbliższych. Mama uzbierała ich i zachowała całkiem pokaźną kolekcję:
Podejrzewam, że po jej śmierci pilnie strzeże jej Tata. Kiedyś podaruję mu na
nie ręcznie ozdabiane pudełko ;)
Zaopatrzyłam się w
kilka dziurkaczy ozdobnych i brzegowych, a resztę materiałów uzyskałam z recyklingu.
Może w przyszłości pokuszę się o zakup materiałów w którymś ze sklepów
specjalizujących się w tej dziedzinie.
A oto moje
dzieła.
Pierwsza dla mamy
przyjaciółki (moja jest już w niebie):
Druga dla Taty,
powstała po przygodzie z taty starym mercedesem, u którego urwało się koło w
czasie jazy... z życzeniami, aby stać go było na nowy :)
A co się stało z
moimi pracami w digital scrapbookingu? Na pewno wrócę, jak tylko dorobię się
nowego komputera. Na tym, który używam obecnie nawet najstarsza wersja GIMP-a
się zawiesza. Jak już wspomniałam w poprzednim poście, po ostatnich zmianach
i przeprowadzkach w moim życiu, zostałam przez dłuższy czas bez internetu i
komputera...
Będzie mi miło
gdy ktoś odwiedzając mojego bloga, zostawi tu komentarz z konstruktywną
krytyką.
Na razie :)